
Życie jak scenariusz filmu.
Dziś – w Dniu Babci – myślę o mojej.
Była Aniołem wcielonym na tej ziemi.
Ogrzewała moje serce wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowałam – w dzieciństwie, gdy wychowywali mnie emocjonalnie niedostępni rodzice. To ona dawała mi poczucie DOMU – nie miejsca, ale więzi.
Pamiętam, jak bardzo bałam się, żeby tylko jej nie zabrakło.
Miała 8 lat, gdy wybuchła II wojna światowa.
Boguchwała pod Rzeszowem. Drewniana chata, klepisko zamiast podłogi.
Jako dziewczynka przemykała do muzeum, gdzie mogła zmielić ziarno na mąkę.
W ich domu stacjonowali Niemcy – kulturalni, uprzejmi, dobrzy dla dzieci. Częstowali je czekoladą. Babcia dobrze ich wspominała.
A potem przyszli Rosjanie. I zaczęło się piekło. O wielu rzeczach nie mówiła nigdy. A mimo to… do dziś moje ciało reaguje napięciem, gdy o tym myślę.
Zmuszono ją do małżeństwa, którego nie chciała.
Kochała innego. Z wzajemnością. Wyjechał, by zarobić i wrócić po nią. Pisał listy.
Nigdy ich nie dostała.
Jej rodzice przechwytywali je, wmawiając jej, że zapomniał.
On wrócił. Kochał. Pamiętał.
Ale było już za późno.
Inne czasy. Rozwód nie wchodził w grę.
Była posłuszna. Zgadzająca się.
Często kosztem siebie, swoich potrzeb i pragnień.
Wyjechała z mężem „za chlebem” do Wrocławia. Tam urodziła się moja mama.
W międzyczasie poroniła – pracując ponad siły.
Wrócili na Podkarpacie.
Babcia nie miała szerokiego formalnego wykształcenia, a mimo to miała w sobie godność, klasę i głęboką mądrość.
Przez pewien czas pracowała w fabryce porcelany – ręcznie ją zdobiła.
Jako dziecko z zachwytem patrzyłam, jak obrączka w jej dłoniach staje się „żywa”, jakby z nią rozmawiała.
Dziś wiem – pracowała z energią. Naturalnie. Intuicyjnie.
Jej choroby…
Dziś widzę je jako skutek zatrzymanych emocji.
Ileż ona niosła w środku..
A mimo to – nigdy się nie skarżyła.
Nigdy nie słyszałam, by powiedziała o kimś złe słowo.
Uśmiech, ciepło i dobro – to były jej znaki szczególne.
A siła umysłu – niezrównana.
Gdy po nawrocie nowotworu lekarze nie dawali jej szans, wybrała życie.
Bez chemii. Bez radioterapii.
Uwierzyła, że jest zdrowa.
Rak nigdy nie wrócił.
To przy niej nabrałam przekonania, że wszystko jest możliwe.
Delikatna. A jednocześnie tak potężnie silna.
Babci od strony taty nigdy nie poznałam. Zmarła, gdy miał 17 lat.
Również choroba.
Ona życia już nie wybrała – była nim zmęczona.
Tata nigdy się z tym nie pogodził. Do dziś nie potrafi o tym mówić.
Mam po niej drugie imię. Jest piękne.
Dziękuję im obu.
Wiem, że każda z nich żyje na swój sposób we mnie.
Z czasem zrozumiałam, że wiele z tego, co nosimy w ciele, nie zaczęło się od nas.
Od osteopaty usłyszałam kiedyś: "Pani ciało reaguje jakby przeżyło wojnę". Rozpłakałam się wtedy. Bo tak to właśnie czułam.
Regulacja emocji to dla mnie dziś nie „naprawianie siebie”, ale czułe spotkanie z historią, którą ciało pamięta.
Regulacja emocji to akt miłości.
Do siebie. I do tych, które były przed nami.
A także do tych, które przychodzą po nas.
A ja mam przecież dwie córki.
I właśnie z tego miejsca pracuję – łagodnie, przez ciało i układ nerwowy.
🌿Jeżeli ta opowieść Cię w jakiś sposób poruszyła i jeżeli czujesz, że to może być również o Tobie – zapraszam Cię z serca na indywidualną sesję lub moje warsztaty, by uwolnić, to co możesz już puścić. I by odzyskać siebie i swoje życie w pełni.
sesje online 1:1 • sesje grupowe EFT • warsztaty • emocje • wzorce zachowań • zmiana przekonań • uwalnianie blokad • wsparcie • rozwój osobisty • terapia • uzdrawianie ciała i duszy • zdrowie • wygląd • relacje • finanse • spełnione życie • manifestacja
Copyright © 2025 | MartaKiwacka.pl